MUSZEnistka

Kiedy zorientowałam się, że tkwię w nałogu? Gdy po raz kolejny oglądałam serial z angielskimi napisami i pomiędzy którymś „Why?” i „No, it’s not my fault” powtórzyłam: ‚MUSZĘ się w końcu porządnie nauczyć angielskiego’… Mam na imię Ania, jestem Muszenistką.

Na czym polega muszenizm?

Na ciągłym powtarzaniu, że musisz coś zrobić a nie na robieniu tego. Na marnowaniu życia i czasu czczym gadaniem. Na niszczeniu sobie zdrowia, a innym dawaniu powodów na patrzenie na nas z politowaniem. W stadium ostatecznym na wpieprzaniu się na siebie, frustracji i czystym zażenowaniu. Nieleczony powoduje wypalenie wewnętrzne i wieczne wkurzenie. Na szczęście istnieją różne sposoby kuracji odwykowej.

Czy rozpoznajesz objawy u siebie?

Jeżeli tak, to działaj! Wyjdźmy z nałogu razem!

Bo ja już nie mogę – poziom mojego wpieprzenia na samą siebie osiągnął maks. Żal mi każdej sekundy, w której wypowiedziałam puste „MUSZĘ”. Na szczęście mogę i chcę to zmienić. Poniżej przedstawiam swój plan poprawy.

Jak przestać MUSIEĆ, a zacząć w końcu DZIAŁAĆ?

1) Wkurzyć się na siebie
Polecam powiesić nad miejscem, gdzie siedzimy z komputerem, lustro. Po kilku godzinach, gdy znudzony scrolowaniem na fejsie lukniesz znad monitora, zrozumiesz o co mi chodziło.

2) Zaopatrzyć się w kalendarz/notes/zeszyt
Notowanie wyrabia w nas systematyczność, która jest dość ważna w osiąganiu dalszych celów życiowych. Ja mam śliczny kalendarz z Audrey Hepburn, prezent Mikołajkowy :), i skrzętnie wszystko zapisuję – zapobiegło to już kilku moim chęciom zmiany planów w ostatniej chwili.

3) Wypisać listę zadań i celów
To nie musi być od razu 100 rzeczy, które MUSZĘ zrobić w tym roku. Zacznij od 10-ciu, zrób listę zadań na tydzień, może kilku do ukończenia w miesiącu – nie od dziś wiadomo, że małymi krokami dochodzi się do wielkich rzeczy.

4) Wtajemniczyć kogoś w nasze plany i poprosić o monitorowanie postępów
Może to być każdy – mama, chłopak/dziewczyna, siostra, brat, koleżanka z pracy, babcia… Mam to szczęście mieć swojego Motywatora, z którym wszystkim się dzielę. Dlatego, jeżeli chcę się z czegoś wycofać, to od razu robi mi się głupio, najpierw przed nim, a potem przed sobą. Efekt niezawodny – od muszenia przechodzę do robienia.

5) Zmienić myślenie na pozytywne
Za każdym razem jak MUSIAŁAM coś zrobić, to ostatecznie kończyło się na myśleniu, że w sumie to może nie ma sensu, nie chce mi się, a po co to robić, skoro i tak się nie uda, itp. NIE, NIE, NIE! Wszystko się UDA! Po prostu zbieram się w sobie i robię, to, co sobie założyłam.

6) Czasem się porozpieszczać
Postaw sobie cel i granicę, np. do końca miesiąca nauczę się 300 nowych słówek z angielskiego. Ustal sobie nagrodę, którą sobie wręczysz po zrealizowanym celu. Uwaga – nie rozbestwij się za bardzo

Szkoda czasu i nerwów na muszenizm. Zastanawiam się nad zrobieniem cyklu postów w tym temacie, żeby wirtualnie monitorować swoje postępy – może inni także na tym skorzystają? Bo ten blog też jest po części częścią mojej terapii.

Jeżeli masz jeszcze jakieś pomysły, jak możemy razem wyjść z nałogu podziel się proszę nimi ze mną. Cytując Boba Budowniczego: Damy radę? Tak, damy radę!

P.S. Zaznaczam, że nie jestem psychologiem, coachem, ani żadnym trenerem personalnym. Nie posiłkuję się, póki co, żadną literaturą naukową – podzieliłam się po prostu tym, co u mnie się sprawdza.

18 Comment

  1. Na mnie działa (zresztą przeczytałam to u jednego coucha) zamienianie słowa „muszę” na „chcę”. Z natury nie lubimy być przymuszani, więc jak słyszymy „muszę”, to już w podświadomości się nam odechciewa. Poza tym „chcę” pozwala odsiać to, czego nie chcemy tak naprawdę robić. Więc jeśli chcesz, czemu masz nie zrobić? taka logika. Miło Cię poczytać, Ann pamiętasz swojego blogaska z liceum? tak mi się przypomniało

    1. Racja – takie podejście zmienia myślenie Dzięki Bert za miłe słowa (blogaska oczywiście pamiętam – mam gdzieś zapisane posty, muszę odszukać, żebyśmy miały się z czego pośmiać :))

  2. scegiela says: Odpowiedz

    Ciekawe podejście do tematu. Trzeba się stosować do wskazówek

    1. Mam nadzieję, że pomogą one także innym osobom

  3. Trzymam kciuki, abyś osiągnęła wszystkie swoje MUSZĘ z przyjemnością i aby stały się CHCĘ

    1. Nie dziękuję, żeby nie zapeszyć Pozdrawiam!

  4. Tak zgadzam się, ja co rok kupuję sobie kalendarz tylko z jednej firmy odpowiada mi jego walor estetyczny. I co roku wszystko notuje zapisuję, oprócz tego zawsze w pierwszy dzień Nowego Roku robię rachunek sumienia co zrobiłam, a czego mi się nie udało i zawsze dodaję +1 do wieku, który mam Zorganizowanie sobie życia jest przydatne, żeby nie przeleciało nam między palcami

    1. Super! Podziwiam Twoje zorganizowanie Właśnie, szkoda czasu, żeby życie nam tylko śmignęło na „niczym”

  5. To ja też jestem taką muszenistką Chociaż ostatnio biorę się za siebie!!!

    1. Trzymam kciuki!!

  6. EMdżik says: Odpowiedz

    Chyba też jestem muszenistką. Kurcze. Z tym trzeba coś zrobić

    1. Najważniejsze, że zdiagnozowałaś problem – najcięższe z głowy Teraz już tylko rozpisać plan działania i do przodu!

  7. Też jestem muszenistką — wiecznie mam nowe plany, ale często nie potrafię się zmotywować do wykonania ich. Tak jest przede wszystkim z nauką Na szczęście przy okazji nowego roku udało mi się jednak wprowadzić kilka planów w życie.

    1. To super! Oby tak dalej, trzymam kciuki

  8. Nieważne czy się staram czy nie, nie zawsze mi to wychodzi. W dużej mierze zależy to od czasu, wiadomo, studia zobowiązują. Poza tym, sama nie mówię sobie „muszę”, a raczej „powinnam” lub „chcę”. Zmuszanie się do niczego nie prowadzi, bo zmuszanie to przymus, a przymus to nie zabawa. Pozdrawiam!

    1. Dokładnie – zamiana „muszę” na „chcę” bardziej na nas działa Pozdrawiam!

  9. wojtekbnet says: Odpowiedz

    Odrobina motywacji zawsze wskazana. Sam postanowiłem trochę popracować nad moim angielskim w tym roku.

    Pozdrawiam
    Nieobiektywny

    1. O, to jedziemy na tym samym wózku, bo ja też, między innymi, pracuję w tym roku nad angielskim Powodzenia i pozdrawiam!

Dodaj komentarz