12 niecodziennych rzeczy – miesiąc drugi

Luty powoli zbliża się do końca, więc czas na niecodzienną rzecz miesiąca (proszę, proszę, jak mi się zrymowało przypadkiem ). Nie było spektakularnie, raczej kameralnie i w miarę spokojnie. Miesiąc przemknął mi przed oczami tempem ekspresowym, załatwiłam masę rzeczy, ale i masę mam jeszcze do załatwienia – a to wszystko i tak, o dziwo, bez nerwów. Ale po kolei.

Pierwszą niecodzienną rzeczą było zamówienie naszych zaproszeń weselnych. Trochę się z nimi guzdraliśmy, ale któregoś dnia postanowiliśmy: „Koniec! W lutym zamawiamy zaproszenia!” I tak w ciągu kilku dni wybraliśmy wzór, ustaliliśmy z firmą wszelkie szczegóły, odebraliśmy próbki i czekamy na resztę Pierwszy raz planujemy tak dużą i ważną imprezę (zostało nam niecałe 5 miesięcy). Ta sprawa, oprócz załatwień kościelno-formalnych, chyba najbardziej mi ciążyła i stresowała. Cieszę się, że mogę ją już odhaczać

Drugą „niecodziennością” byli goście. Luty zdecydowanie ogłaszam miesiącem odwiedzin Najpierw „spotkanie po miesiącach” z najbliższymi i najtrwalszymi koleżankami z liceum, a potem odwiedziny mamy. Wypady na piwo, do kina, spacerki po krakowskim Rynku, pogaduchy, buszowanie po sklepach. Tyle pozytywnej energii w tak krótkim odstępie czasowym – od razu mam naładowane baterie na kolejne kilka miesięcy

IMG_1608#foodporn

IMG_1609
#coffeeaddict

Mój luty minął bardzo pozytywnie ale i bardzo szybko. Następny miesiąc zapowiada się jeszcze bardziej intensywnie – już w pierwszym tygodniu czeka mnie wyjazd, a 8.03. zaczynam kurs angielskiego. Marzec witam z otwartymi ramionami – bardzo lubię jak „się dzieje”

A co u was działo się w lutym?

5 Comment

  1. MonotematycznaOna says: Odpowiedz

    Też lubię bardzo jak się dzieje! Im więcej mam na głowie tym bardziej produktywna jestem. Jak się zacznę lenić to potem mi tak zostaje na dłużej. Coraz częściej wpadam na tematy związane z tematyką ślubną i całą ta organizacją tego ważnego wydarzenia i w sumie odrobinę mnie to przeraża jako kiedyś pannę młodą Ale przecież wszystko jest do ogarnięcia. Lepiej, gorzej ale jest! Spotkania ze znajomymi są super! zwłaszcza z tymi dawno nie widzianymi. To ogromna dawka energii. U mnie próbuję dopiąć kwestie przeprowadzki więc też spore przedsięwzięcie przede mną. A tak to codzienne obowiązki dom, praca, rodzina, blog. Dzieje się. Bardzo sympatyczne miejsce.

    1. O tak, przeprowadzka to też sporo zamieszania, ale jest dokładnie tak, jak mówisz – wszystko jest do ogarnięcia Dziękuję za miłe słowa Pozdrawiam!

  2. o! Patrz! u mnie luty też był miesiącem odwiedzin… dużo się nagotowałam dla rodziny i znajomych

    1. O proszę – a wydawałoby się, że to grudzień jest taki spotkaniowy

  3. […] YoucancallmeAnn, upłynął pod znakiem spotkań z dawno niewidzianymi przyjaciółmi (przeczytaj TUTAJ). Wiłka, znana na Instagramie jako kolorlustra, postanowiła częściej zakładać sukienki. […]

Dodaj komentarz