Dziecko – modny dodatek

Pamiętam czasy bez Internetu i telefonu komórkowego. Czasy, gdy umawiano się na konkretną godzinę w konkretnym miejscu i nie dzwoniło się 10 minut po, że „za 5 minut będę!” Czasy, gdy gorące wakacje spędzano całymi dniami na zewnątrz, a śnieżne zimowe weekendy do nocy na sankach. Gdy w wolne chwile z rodzicami grano w gry planszowe, albo układało się puzzle. Mam wrażenie, że jestem ostatnim rocznikiem, który swoje dzieciństwo przeżył spokojnie i bezstresowo.

Od jakiegoś czasu, ze względów zawodowych, przychodzi mi obserwować dzieci XXI wieku. I smuci mnie, gdy widzę ich kilkuletnie twarzyczki wpatrzone w ekran smartfona lub tabletu. Smuci mnie, gdy widzę jak jadą na rowerze bez pedałów. Smuci mnie, gdy rodzice przychodzą z nimi do przychodni i zamiast usiąść na chwilę z własnym dzieckiem nad kolorowanką, każą recepcjonistce włączyć telewizor, żeby „dziecko się zajęło”. Po czym sami zasiadają z nosem w telefonie.

img_5956

Smuci mnie olewcze wychowanie. Gdy byłam dzieckiem do głowy by mi nie przyszło, żeby rozłożyć się na środku sklepu i zacząć wyć wniebogłosy. Moim rodzicom do głowy by nie przyszło, żeby mnie targać ze sobą do tegoż sklepu, gdy umiałam tylko gagać i gugać. Dzisiaj dziecko jest jak torebka – dobrze mieć, a jak się ma, to trzeba wszędzie ze sobą nosić.

Nie narzekam na obecne czasy – sama nie umiem wyjść z domu bez telefonu, a gdyby nie Internet to nie pisałabym tych słów. Przeraża mnie jednak, ile niebezpieczeństw wychowawczych niosą ze sobą nowe technologie. Nie mogę powiedzieć, że wszyscy robią tak, czy inaczej. Jednak zdecydowana większość rodziców, jak wynika z moich obserwacji, traktuje dziecko jako modny dodatek, który można zająć komputerem jak się nudzi.

Nie wiem, jak znaleźć złoty środek.

Smutne, że coraz częściej dzieci wychowuje już tylko ekran.

6 Comment

  1. o to, to, we mnie też się gotuje, jak widzę dzieci przyklejone do smartfona albo ekranu. I kompletnie nie rozumiem, jak u kogoś tv włączone cały dzień, od rana do nocy bajki, żeby się dziecko zajęło. Co do ciągania po sklepach, zależy od dziecka myślę. Jeśli jakieś boi się, wydziera wniebogłosy, itd. to nie widzę sensu. Ale ja lubię K. brać do sklepu, bo śmieje się do rzeczy, ogląda za ludźmi, obserwuje sufit (nasza doktorka powiedziała, że póki nie ma sezonu grypowego i dziecko lubi, to można brać gdziekolwiek) i nie robi awantur. Może to się zmieni z czasem, wtedy trzeba obrać inną taktykę Co do wychowywania przez smartfony, wydaje mi się, że wielu postępuje według schematu – inni tak robią, to ja też.

    1. Póki dziecko jest grzeczne to jest ok, niech się przyzwyczaja do świata Chodzi mi też o takie maniunie dzieci – na oko kilkumiesięczne – targane w tych nosidełkach i kładzione na brudnej podłodze.. Aż mnie wszystko boli jak to widzę…

  2. Sama nie mam dzieci, ale kiedy widzę jak inne wpatrzone w tablet czy telefon marnują swój czas to brak mi słów. Kiedyś dzieci wychodziły na podwórko. Ja miałam siniaki na biodrach od kręcenia się na trzepaku… a teraz co najwyżej dziecko może dorobić się wady wzroku. Smutna rzeczywistość.

    1. Dokładnie…

  3. Pati says: Odpowiedz

    Cześć, przeczytałam Twój post bardzo uważnie, z bardzo wieloma rzeczami się zgadzam (chodzi mi tu o wpis na temat tabletów, tv itd) ale niestety nie z wszystkimi.

    Mam dwójkę małych dzieci, obydwoje z mężem pracujemy. Moje dzieci odkąd pamiętam towarzyszyły mi we wszystkim co robiłam i nie wynikało to z mody czy z traktowania dziecka jak torebka a z tego, że wielu rodziców (jak my) jest zdana tylko na siebie. Dzieci towarzyszyły mi od sklepów spożywczych po galerie handlowe od ich najwcześniejszych dni. Nieraz kładłam je w nosidełku na brudnej podłodze bo ona jest tylko brudna, nie zabija Mówiąc szczerze towarzystwo dziecka podczas naszych zakupów nie jest komfortowe ani dla rodzica ani dla dziecka. Nie sądzę by którykolwiek z rodziców czerpał z tego przyjemność, jest to niestety często zło konieczne.

    Niewiele osób też rozumie, że młoda matka czy ojciec również potrzebują wyjść gdzieś gdzie nie będzie czuć się samotnie, gdzieś gdzie spotka innego człowieka, który chociażby uśmiechnie się do niej/niego (to już bardzo dużo) Nie każdy ma możliwość spotkania się ze znajomymi o każdej porze a uwierzcie, że samo wyjście na zakupy dla takich młodych rodziców jest już nie lada rozrywką

    Niestety albo i stety każdy z nas jak był mały wrzeszczał, większość z nas tego nie pamięta bo była po prostu mała Mój apel jest taki, odpuśćmy trochę z ocenianiem i spróbujmy zrozumieć Nie wszystko jest takie jakie na pierwszy rzut oka wygląda.

    Pozdrawiam
    Pati

    1. Dzięki za baaardzo wyczerpującą odpowiedź i przedstawienie sprawy ze swojej strony Może ja do tego też inaczej podchodzę, właściwie to na pewno, bo nie mam dzieci i na razie z jednej strony mogę tylko gdybać o pewnych sprawach i wyrażać aktualną opinię Jak będę miała własne pociechy to napiszę ten tekst z punktu widzenia rodzica, o Pozdrawiam!

Dodaj komentarz