Przestań się martwić!

Mój brat prenumeruje magazyn Coaching i po przeczytaniu każdego nowego numeru podrzuca mi go do przeglądnięcia. Jako że mam ostatnio masę lektur (wrzucę wam na Fejsa zdjęcie stosiku w ładnym dziennym świetle ), to odłożyłam trochę na bok zeszłomiesięczne wydanie. Wróciłam do niego dziś, w bardzo odpowiednim momencie.

Już od okładki redaktorzy do nas krzyczą: Odpuść sobie! Przestań się martwić i zacznij żyć! I ja się z nimi oczywiście zgadzam

Od razu spodobało mi się pierwsze kilka zdań, które chcę wam przytoczyć: Zastanawiałeś się kiedyś – po co się martwisz? Martwić się jest wygodnie. Jeśli masz problemy, nad którymi się głowisz, zyskujesz od razu usprawiedliwienie dla nicnierobienia, niepodejmowania wyzwań, gorszej jakości swojej pracy, błędów czy niedotrzymywania słowa. (…) Martwienie się na zapas i przewidywanie najgorszego chroni też samoocenę, bo kiedy coś ci się nie uda, zawsze możesz powiedzieć – „wiedziałem, że tak będzie”. (…)*

Najłatwiej jest się ciągle martwić, ciągle mówić o martwieniu się i nie podejmować żadnych działań do zmiany swojego nastawienia. Angażować całe otoczenie w problemy, które często koło poważnych problemów „nie stały”.

Nie, nie, nie!

Szkoda czasu, szkoda energii, a przede wszystkim szkoda zdrowia – naszego i naszych znajomych. Pewnie, każdy czasem musi sobie ponarzekać, powiedzmy że kobiety to tak standardowo raz w miesiącu, ale narzekanie codziennie? Wyolbrzymianie pewnych spraw? Martwienie się na zapas? To już za dużo.

W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy zmieniam całkowicie moje podejście do życia. Kiedyś przejmowałam się wszystkim, dosłownie. Analizowałam każdą sytuację, rozkładałam na czynniki pierwsze zdania innych osób, a przypominanie sobie negatywnych sytuacji i zastanawianie się, co mogłam zrobić czy powiedzieć inaczej, było u mnie na porządku dziennym. Chcę podzielić się z wami rozwiązaniami, które bardzo dużo zmieniły w moim życiu.

hnck2197

Jak przestać się martwić?

– znajdź sobie zajęcie – na swoim przykładzie jestem w stanie powiedzieć, że 99% problemów w moim życiu pojawia się, gdy umieram z nudy Od razu jestem chora na wszystkie możliwe choroby, przeżywam nieprzyjemną rozmowę w pracy po raz enty i nie widzę przyszłości w jasnych kolorach. Wszystko oczywiście mija, gdy wracam do codziennych spraw lub znajduję sobie jakiekolwiek inne zajęcie.

– pogódź się z tym, że na pewne rzeczy nie masz wpływu – tak po prostu jest i już.

– żyj teraźniejszością – rozpamiętywanie sytuacji, nieprzyjemnych sytuacji, które spotkały nas trzy miesiące temu nie jest dobre dla naszego organizmu – niepotrzebnie męczymy się i fizycznie i psychicznie.

– postaraj się spojrzeć na swoje zmartwienia z boku – czy naprawdę jest się czym aż tak bardzo przejmować? Może nie dostrzegałeś pozytywów wynikających z danej sytuacji? Wszystko jest po coś

– jeżeli żaden z powyższych punktów ci nie pomaga, to proponuję terapię wstrząsową: pracę w obsłudze klienta – kilka „trudnych” osób od razu sprawi, że rzeczy, którymi do tej pory się martwiłeś uznasz za błahostki, a dodatkowo nauczysz się podchodzić z dystansem do rzeczywistości, zaręczam ci -> na mnie podziałało najbardziej

Żeby być szczęśliwym, nie martwić się, musisz być wiecznie znieczulonym. I nie chodzi mi tu bynajmniej o znieczulenie dosłowne, fizyczne, ale znieczulenie psychiczne. Musisz się uodpornić na niektóre sytuacje, niektórych ludzi, niektóre miejsca. Jednym zajmuje to mniej czasu, innym więcej. Ale da się, uwierz mi. A jak już dojdziesz do momentu, w którym bez cienia nerwów i zmartwienia, z uśmiechem na twarzy powiesz: nie przejmuję się tym w ogóle, i będziesz wiedział, że naprawdę to masz na myśli – wtedy „jesteśmy w domu”

A wy macie jakieś swoje sprawdzone sposoby na uspokojenie umysłu?

* Coaching, nr 2/2016 (35), str. 80.

12 Comment

  1. anonimowaczytelniczka says: Odpowiedz

    Gdy przeczytałam zacytowany przez Ciebie fragment tego czasopisma pomyślałam ” ooo czyli jednak zamartwianie się jest po coś, może być fajne” no bo właśnie… przecież dzięki niemu można wymigać się od pracy poprzez bujanie w obłokach., wymyślanie historyjek, i „wałkowanie” tego samego zdarzenia/tematu po raz setny nakręcając się negatywnymi myślami… Ale czy warto na to tracić zdrowie i swoje siły, swoje resztki optymizmu nawet w bardzo stresujący nie przyjemny dzień? Zdecydowanie nie.
    Dlatego słusznym wydaje się: porozmawianie o problemach, przyznanie się do błędu/ przebaczenie błędu danej osobie, przegonienie tych natrętnych myśli i pogodzenie się z tym co mamy teraz i co nam ta sytuacja dała.
    Zauważam również tendencję, że im człowiek starszy tym mniej jest podatny na stres związany z opinią innych, rozpamiętywaniem negatywów, bardziej staje się skupiony na sobie, na teraźniejszości i jest szczęśliwy, że wstał, jest piękny ( bo go nic nie boli) pochmurny dzień, a on ma siłę by coś podziałać.
    Zatem bądźmy optymistami
    “Optimist: Someone who figures that taking a step backward after taking a step forward is not a disaster, it’s a cha-cha.” ― Robert Brault

    1. Zgadzam się z Tobą. Też zauważyłam, że ludzie starsi częściej cieszą się teraźniejszością, skupiają na drobnych rzeczach. Być może do pewnych przemyśleń dochodzi się w starszym wieku – jednak chciałabym tak całkowicie skupiać się na tym „tu i teraz”, doceniać jak najwięcej Czasu nie cofniemy, więc warto czerpać radość z tego, co nam się w życiu przydarza, jakich ludzi spotykamy na naszej drodze A cytat kojarzę – tutaj idealny Dzięki!

  2. Muszę wrócić do tego artykułu aktualnie mam problem ze zbyt dużą ilością wolnego czasu – to szczególnie sprawia, że zaczynam wymyślać problemy, których nie ma. Zresztą myślę, że większość z nas tak ma pozdrawiam!

    1. Polecam – w ogóle w „Coaching’u” można znaleźć wiele ciekawych artykułów A z wymyślaniem problemów uważam, że jest tak jak mówisz – większość z nas tak ma Pozdrowienia!

  3. Świetny tekst. Miałam wrażenie jakby był o mnie, bo też ciągle się martwię i rozpamiętuję, ale staram się ostatnio nad tym pracować, raz idzie lepiej, a raz gorzej więc na pewno wezmę sobie do serca Twoje rady

    1. Dziękuję za miłe słowa Mam nadzieję, że uda Ci się popracować nad tymi nawykami, o ile mogę je tak nazwać Pozdrowienia, trzymam kciuki!

  4. Martwienie się to niestety moja przypadłość, z którą jak na razie niezbyt skutecznie walczę. Ale w sumie można powiedzieć, że robię małe kroczki i powoli zaczyna być nieco lepiej. Tak naprawdę wszystko siedzi w naszej głowie

    1. Dokładnie – wszystko jest w naszej głowie, ale ze wszystkim w tej głowie możemy sobie poradzić, wystarczy tylko dużo wytrwałości Powodzenia!

  5. Świetny tekst Zgadzam się z Tobą w 100%, że większość problemów tworzymy sami, gdy nie mamy nic do robienia. Nuda skłania nas do refleksji i przetwarzania w głowie w kółko tych samych rzeczy, na które często nie mamy wpływu. W ten sposób marnujemy czas i dostarczamy sobie dodatkowego stresu, Pytanie tylko czy warto.

    1. Dziękuję za miłe słowa Wierzę, że w wielu przypadkach wygranie z nudą pomaga wygrać z problemami, tymi najczęściej wyimaginowanymi.

  6. też co jakiś czas czytam coaching, ale nie regularnie. Ten artykuł akurat kojarzę.:D:)

    1. O proszę jak trafiłam

Dodaj komentarz