Zdrowy minimalizm

Od jakiegoś czasu w dobrym tonie stało się bycie minimalistą. Mieć mniej, doceniać rzeczy posiadane, odnajdywać szczęście poza konsumpcyjną gonitwą. Trend ten trwa już dobrych kilka lat i znajduje coraz więcej zwolenników. Jak znaleźć złoty środek między chęcią posiadania a oczyszczaniem przestrzeni wokół siebie? Czy jest w naszym życiu miejsce na zdrowy minimalizm?

Od dziecka byłam „chomiczkiem” – np. potrafiłam nie używać naklejek, które mi się bardzo podobały i szkoda mi ich było, tak długo, że aż klej wysychał. I tak było ze wszystkim. Naklejki, karteczki, zeszyty, czasem też ubrania (jeżeli jest tutaj choć jedna osoba, która nie miała przynajmniej jednej rzeczy, której NIGDY nie założyła to proszę o podzielenie się informacją). Miałam coś, oglądałam, chowałam i nadal tego nie używałam. Nie cieszyłam się z korzystania z tych rzeczy, a potem często niszczały, więc nie mogłam ich już użyć. Byłam zadowolona tylko w momencie świadomości z ich posiadania.

Jaki jest sens posiadania czegoś bez użytkowania? Przecież te dwie rzeczy wykluczają się nawzajem.

Do zmiany mojego nastawienia do ilości posiadanych rzeczy oraz ich użytkowania, zmusiły mnie.. studia. W momencie, gdy przeprowadzasz się kilka razy w ciągu kilku lat słabo ci się robi, gdy pomyślisz o czasie pakowania i kartonach. Więc dość naturalnie przyszła do mnie potrzeba pozbycia się części mojego dobytku. Ale nie od razu tak radykalnie Najpierw były to jakieś pierdółki a’la świeczki, chomikowana od kilku lat kolekcja metek z ubrań (nie pytajcie, nie mam pojęcia dlaczego..), miliony niepotrzebnych notatek, długopisy, sztuczna biżuteria…

Death_to_stock_photography_Wake_Up_5

Potem wzięłam się za ubrania.

I tutaj nie było zmiłuj się. Leciały bez zastanowienia: nieużywane od trzech lat żakiety, zmechacone swetry, spodnie „do których na pewno schudnę”, przykrótkie koszulki.. Sterta rzeczy do pozbycia się zajęła mi pół pokoju.

Poczułam ulgę. Niesamowitą ulgę. Czułam się tak, jakby ktoś wyczyścił aurę dookoła mnie i dodał masę energii!

Bo przedmioty magazynują energię. I często niestety tę negatywną. Rozejrzyj się wokół siebie i zastanów, czy sam nie masz zbyt dużo niepotrzebnych rzeczy. Może szafa ugina się pod ciężarem nienoszonych ubrań? Może ktoś inny miałby z nich większy pożytek? Może wystarczą ci dwa szampony do włosów, a nie pińcet? Może nie musisz kupować trzydziestej świeczki, póki nie wypalisz pozostałych 29? Mam wrażenie, że często dopóki nie oczyścimy naszego otoczenia z przytłaczających nas przedmiotów, dopóty sami będziemy hamować nasze szanse na dobre samopoczucie.

Death_to_stock_photography_Vibrant (7 of 10)

Ten cały minimalizm nie jest całkiem głupi

Ale jak zachować w tym wszystkim złoty środek? Jak być minimalistą, a jednocześnie kolekcjonować namiętnie butelki po piwie? Czy tak się w ogóle da?

Moim zdaniem jak najbardziej. Osobiście nie lubię, już nie lubię, zagracać sobie przestrzeni. O wiele lepiej czuję się w miejscach uporządkowanych, nie przeładowanych. Jednakże kocham książki. Często jest mnie bardzo trudno wyciągnąć z księgarni (tej realnej i tej wirtualnej ), marzę o regale zajmującym cała ścianę największego pokoju. I nie uważam, że taka sytuacja byłaby dla mnie przytłaczająca, wręcz przeciwnie – wiem, że byłabym szczęśliwa układając na półce coraz to nowe książki.

Moim zdaniem każdy musi znaleźć swój złoty środek. Dla mnie jest to zachowanie zasad minimalizmu w życiu codziennym, swojej przestrzeni, ilości posiadanych rzeczy, ale odejście od tego zupełnie na polu książkowym. Potrzebuję balansu. Tak, jak nie potrafiłabym żyć w zagraconym miejscu, tak samo nie czułabym się dobrze w mieszkaniu o całkowicie minimalistycznym wystroju. I tym właśnie jest dla mnie zdrowy minimalizm – zdefiniowaniem i zachowaniem równowagi w swoim życiu.

Jakie jest wasze zdanie na ten temat? Kim są moim Czytelnicy? Minimaliści, konsumpcjoniści, a może „balanserzy”, tak jak ja. Zachęcam do dyskusji!

18 Comment

  1. Jak bardzo chciałabym być minimalistką Cały czas próbuję osiągnąć ten cel, ale jeszcze dużo nagromadzonych rzeczy przede mną

    1. Powoli, małymi krokami – na pewno się uda!

  2. Jestem na etapie oczyszczania swojej przestrzeni, także kolekcjonuję różne długopisy i metki od ubrań 😜 bardziej jednak od tych wszystkich przedmiotów wolałabym się pozbyć niektórych osób ze swojej przestrzeni i uwolnić się od nich. Ludzi jednak nie da się tak łatwo pozbyć jak rzeczy z szafy…

    1. Żeby pozbyć się toksycznych osób ze swojego otoczenia to trzeba się czasem „namęczyć”… Ale jest to wskazane Pozdrowienia!

      1. Dziękuję Kłopot w tym, że te osoby to ktoś z bliskiej rodziny. Znajomych łatwiej oddalić 😉 pozdrawiam

        1. Niestety.. Czasem z rodziną wychodzi się najlepiej na zdjęciu.. Mam nadzieję jednak, że wszystkie kontakty poukładają się tak, jak sobie życzysz

          1. Dziękuję

  3. Im jestem starsza, tym bardziej staję się minimalistką. Mniej kupuje, mniej gromadzę, staram się oczyszczać przestrzeń wokół siebie. Myślę, że człowiek najpierw przeżywa etap zachłyśnięcia się różnymi rzeczami, a jak już mu się opatrzą to dochodzi do wniosku, że bez nich tez mu się będzie dobrze żyło, a ile miejsca będzie w szafkach;).

    1. Racja – na starość jest się nieco mądrzejszym

  4. Ja tez potrzebowałam czasu, aby pozbyć się wielu niepotrzebnych rzeczy. Myślę, że jeszcze w niektórych sferach przydałyby się porządki, ale wszystko przede mną.

  5. anonimowaczytelniczka says: Odpowiedz

    a ja kolekcjonuje bilety (wejściówki) z różnych imprez/ spotkań… i wpadam w panikę ,gdy nie ma ich na swoim miejscu. Minimalizm u siebie może i tak… ale powiedz to znajomym, którzy obdarowują cię tzw. „pierdółkami -zapychaczami” przestrzeni i miejsca. Bo to ktoś ci coś podaruje, a bo taka figurka na bank się przyda… rzucasz w kąt i leży.
    Myślę, że gdy mówimy o przestrzeni i miejsca- to dla mnie najlepsze rozwiązanie to – minimalnie, lecz pakownie.

    1. Pierdółki są najgorsze, bo najczęściej są z nami związane emocjonalnie tak, że szkoda się ich pozbyć… O właśnie, pakownie!

  6. duży regał z książkami to też moje marzenie:)

  7. Mi też minimalizm zaczyna się coraz bardziej podobać, ale nie byłabym w stanie rozstać się ze wszystkimi pierdółkami

    1. Ja też mam czasem problem z niektórymi pierdółkami Ale denerwuję się na siebie i szybko coś wyrzucam, żeby nie zapełniało niepotrzebnie miejsca

  8. […] Już niedługo wiosna, a jak wiadomo jest to najlepsza pora na generalne sprzątanie. Warto pozbyć się ze swojej przestrzeni niepotrzebnych i nieużywanych od dawna rzeczy. Tylko na tym zyskamy: więcej miejsca, lepsza energia i spalone kalorie 🙂 O dobrym zwyczaju odgracania swojego otoczenia mówiłam przy okazji wpisu o zdrowym minimalizmie. […]

  9. Staram się być minimalistką, bo też odczuwam nadmiar zbyt wielu rzeczy dookoła. Btw, bardzo fajny tekst

    1. Dobrze jest znaleźć w tym złoty środek Dziękuję i pozdrawiam!

Dodaj komentarz