12 niecodziennych rzeczy – miesiąc szósty

Wstyd mi. Wstyd mi straszny. Nie zajmowałam was w czerwcu żadnymi wpisami. Działo się u mnie tak wiele, że blog odszedł niestety trochę na dalszy plan.. Jeszcze tylko lipiec będzie taki szalony, a potem wracam do „normalności”

Z jednej strony lubię jak ciągle coś się dzieje – w pracy dużo zmian, w życiu codziennym nie mniej. Z drugiej jednak strony marzę o chwilowym odpoczynku od wszystkiego, naładowania pustych już baterii. Czuję, że jest to konieczne – po raz pierwszy mam wrażenie „przeciążenia”.

Mój czerwiec był bardzo szalony. Oprócz ciągłej gonitwy znalazło się kilka chwil relaksu i niecodziennych czynności. Zapraszam na podsumowanie

(w międzyczasie zajrzyjcie koniecznie do Kasi na lekturę majowych niecodziennych rzeczy oraz czerwcowych)

Jak już wspominałam, zbliża się nasz ślub. W tym momencie zostało już tylko kilka tygodni i ostateczne dopinanie spraw na ostatni guzik. W sumie to jakoś nie za bardzo się denerwowałam. Dopóki nie przyszedł termin, w którym goście powinni potwierdzić swój udział. Pozwolę sobie podsumować ten akapit obrazkiem.

5832c95d191965ce1b1f9f3b4f714fdd

Tak.

Oprócz tego same przygotowania ślubne są bardzo przyjemne – wybieranie dekoracji, bukietów, wzorów zaproszeń, usadzanie gości, przymiarki sukienki, wybieranie menu.. Są to dla mnie baaardzo niecodzienne rzeczy i sprawiają przy tym dużo radości

Kolejnym wydarzeniem ubiegłego miesiąca, powiązanym z powyższym, był mój pierwszy wieczór panieński. Zorganizowały go nam – mi i koleżance, która ma tydzień po mnie wesele – koleżanki z pracy.

Było re-we-la-cyj-nie!

Dziewczyny zadbały o wszystko! Miałyśmy różowe szarfy, a we włosy wpięte mini-weloniki Kulturalnie posiedziałyśmy w mieszkaniu, a potem elegancko wyszłyśmy „w miasto”. Zostałyśmy jeszcze zaskoczone pięknymi prezentami, a zabawa trwała do samego rana.

Będę zawsze bardzo miło wspominała ten wieczór

W czerwcu byłam też w teatrze.

W końcu.

Bardzo miałam ochotę na coś się znowu wybrać – uwielbiam teatr i jeżeli miałabym wybierać między, no nie wiem, jakąś VIPowską premierą filmową a spektaklem w np. Słowackim, to w ciemno idę do teatru. Nawet jak spektakl mi się nie podoba, to nigdy nie żałuję minut spędzonych w świątyni Melpomeny.

I tak też było tym razem.

Dostałam zaproszenie na premierę Solaris w Teatrze im. J. Słowackiego w Krakowie (napiszę całą nazwę, żeby nie było). Tak się złożyło, że ostatecznie poszłam sama – wiem, że wiele osób nie wybrałoby się samemu na takie wydarzenie, mi to w ogóle nie przeszkadza, a czasem nawet pomaga w odbiorze sztuki.

Spektakl był bardzo dobry, scenografia świetna, aktorzy grali zawodowo. Dodatkowo naoglądałam się gołej klaty Grzegorza Mielczarka i półnagiej ogólnie Anety Orlik. Trochę mnie denerwuje, że na siłę zaczynają wrzucać do sztuk teatralnych gołe ciała, w miejsca, w których nie ma to żadnego sensu i jest zupełnie nielogiczne.

No ale cóż, sztuka.

Ogólnie rzecz biorąc wyszłam z teatru zadowolona, uduchowiona i trochę uspokojona kierunkiem, do którego zmierza Słowacki. Bałam się, że zacznie skręcać jak Teatr Stary – bo taką ostatnio mamy manierę w kulturze, ale póki co trzyma fason. Jest to jednak tylko moje zdanie i temat na zupełnie inne rozważania

Podsumowując, w czerwcu udało mi się podjąć wielu niecodziennych rzeczy. Było szalenie, weselnie i kulturalnie. Denerwowałam się, potem uspokajałam, a potem podjadałam Przez chwilę przestraszyłam się, że staję się Bridezillą, ale potem przeczytałam artykuł i ha! nie wszystko do mnie pasuje, więc uznaję, że jest ok

A jaki był wasz czerwiec?

  1. rzeczywiście bardzo intensywny czas…super. zazdroszczę tych emocji towarzyszących prze ślubem. świetnie wspominam ten czas

  2. Przed ślubem jest taki szał, że zrozumiałe, że nie masz czasu ani głowy dla blogowania:)

    1. Cieszę się, że jestem zrozumiana Teraz już jest po wszystkich uroczystościach, wszystko domknięte, w końcu mogę spokojnie wrócić do blogowego świata

Dodaj komentarz