12 niecodziennych rzeczy – miesiąc dziewiąty i dziesiąty

Nie wierzę, że już jestem na końcówce roku. Lato minęło tak szybko, że nawet mu się dokładnie nie przyjrzałam, jesień zaskoczyła mnie jak zwykle Dopiero co pisałam o 12 niecodziennych rzeczach marca, a już stukam w klawiaturę o jesiennych miesiącach. Właśnie, wrzesień i październik. Jedne z moich ulubionych miesięcy. Ostatnie ciepłe promienie słońca, kolorowe liście, grubsze rajstopy i śliczne szaliki Zapraszam na podsumowanie 12 niecodziennych rzeczy września i października wraz z fotograficzną dokumentacją.

Jak pisałam wam w ostatnim wyzwaniowym poście, przeprowadziliśmy się z Przemem do Warszawy. Po 7 latach mieszkania w Krakowie, przestawienie się na życie w stolicy nie było dla nas mega trudnym zadaniem Niecodzienną rzeczą września było więc oswajanie się z nowym środowiskiem.

img_2303

(pierwszy wjazd do Warszawy – na moich kolanach kwiatek, który już tyle przeżył, że jestem przekonana o jego nieśmiertelności)

Wrzesień minął pod znakiem wycieczek po Warszawie. Odkrywałam najbliższą okolicę, jak i największe atrakcje stolicy. Wiem już, gdzie warto kupić świetny ser żółty i do którego muzeum mogłabym wracać co chwilę.

Warszawa jest miastem, które nigdy nie śpi. Jest to zarówno zaleta jak i wada. Uspokaja mnie świadomość, że „ktoś nie śpi, aby spać mógł ktoś”. Uwielbiam wyglądać z okien naszego mieszkania na ulicę. Za każdym razem zauważam coś nowego, a dodatkowo lubię patrzeć na Pałac Kultury

img_2443

(ile ludzi, tyle opinii na temat Pałacu – mnie się osobiście podoba i uważam go za znak rozpoznawczy Warszawy, a nie spadek po komunizmie)

Oczywiście nie bylibyśmy z Przemem sobą, gdybyśmy nie zaczęli asymilacji od odwiedzania warszawskich restauracji i kawiarni. Mamy elegancką listę do odhaczania miejsc już pojedzonych i tych do pojedzenia.

To jest dobry moment na apel:

Drodzy Czytelnicy i Goście,

jeżeli znacie w Warszawie miejsca godne zjedzenia to BARDZO proszę o polecenie nam ich w komentarzu lub w prywatnej wiadomości. Będziemy wdzięczni za każde podpowiedzi, a focię z odwiedzin wrzucimy na Fejsa (pics or didn’t happen).

img_2417

(Starbunio musi być. Raz na jakiś czas, ale musi.)

Wrzesień wręcz przyprowadził do mnie jeszcze jedną niecodzienną rzecz. Loesje! Zawsze chciałam znaleźć ich tekst gdzieś na mieście. Niestety, nigdy nie miałam szczęścia. Pewnego wrześniowego popołudnia, gdy wracałam powoli ze Starego Miasta, prawie spadłam z radości.

img_2498

Są!

I do tego tak super wychodzą na zdjęciu!

Od tamtego momentu jeszcze uważniej rozglądam się po mieście

Październik z kolei, oprócz dalszego zwiedzania stolicy, uznaję miesiącem kreatywności. Oprócz podjęcia dużego kroku ku przyszłym wyzwaniom zawodowym, zapisałam się do Klubu Pisarskiego! Jak pisałam tutaj, jest to inicjatywa Marii Kuli (w Internecie znanej jako Perypetie). Co tydzień dostajemy nowe zadanie twórcze, a raz w miesiącu polecana jest nam książka do przeczytania.

Jestem bardzo zadowolona, że zdecydowałam się na uczestnictwo w Klubie. Nowe wyzwania pisarskie, pokazanie błędów, podkreślenie tego, co robię dobrze, a przede wszystkim cykliczne pisanie działa na mnie motywująco.

img_2598

(mój obowiązkowy klubowy zestaw #writer)

Kolejnym kreatywnym i niecodziennym zajęciem października było wyzwanie na blogu Pauliny – 15-dniowy trening kreatywności. Świetnie się bawiłam, a codzienne zadania przekonały mnie, że jednak jestem bardziej kreatywna niż myślałam

***

I tak niesamowicie szybko, intensywnie i z wieloma niecodziennymi rzeczami minął mi wrzesień i październik. A jak było u was? Robiliście coś ciekawego? Dajcie koniecznie znać!

P.S. Wszystkie zdjęcia pochodzą albo z moich telefonicznych zbiorów, albo z mojego Instagrama, do którego śledzenia was zapraszam.

Dodaj komentarz