Zapiski z szuflady #7

Dzisiejszy tekst opisuje smak. Taki, który się najbardziej pamięta. Taki, który przenosi w miejsce, w czas, w którym pisarz go próbował. Może to być smak z dnia codziennego, z podróży, albo z dzieciństwa. Wybrałam ostatnią opcję. Kolejny raz piszę w trzeciej osobie – z jakiegoś powodu tego typu teksty automatycznie wymuszają na mnie tę formę. Zapraszam!

***

Napis na szybie krzyczał: „Zawsze świeże pieczywo, najlepsze drożdżówki w mieście!”

Mhm, jasne. Znowu jakiś pseudo wypiek pełen chemii. – pomyślała. Chociaż.. Właściwie mam jeszcze chwilę, może akurat mają dobre jagodzianki.

Nie pamiętała, kiedy ostatni raz jadła prawdziwe drożdżówki z jagodami. Ich smak tkwił w jej głowie jeszcze z dzieciństwa. Pamiętała dokładnie zapach bułek, fakturę wypieku i smak nadzienia. Gdy jeździła czasem w wakacje do dziadków, chodzili do małej piekarni.

Takiej, jakie są w niewielkich miasteczkach. Takiej, gdzie sklepik – a właściwie kasa fiskalna i lada – zajmuje parter domu. Takiej, w której rodzina piekarza zajmuje się nabijaniem towarów na kasę. Takiej, w której można spotkać ubielonego mąką właściciela. Takiej, której już prawie nigdzie nie ma.

Zapach świeżego pieczywa towarzyszył im już kilka domów wcześniej. Zawsze stała olbrzymia kolejka – zwłaszcza po 14, gdy rzucali drożdżówki. Ach, co to była za radość! Kupowali po 10, 12 sztuk. Pierwszą jadła już w drodze powrotnej do domu. Ten smak! Cudowny smak drożdżowego ciasta, dopiero co wyciągniętego z pieca. Rozpływająca się w ustach kruszonka. Wreszcie nadzienie. Ale jakie nadzienie! Domowej roboty konfitura z jagód. Nie za słodka, nie za kwaśna. Idealna. Istny rarytas!
-Nie jedz tak szybko! Za ciepłe! Brzuszek cię będzie bolał!
-Dobrze dziadziu! – obiecywała, ale ukradkiem odrywała gorące kawałki ukochanego ciasta.

-To będzie 2,50.
-Proszę zbliżeniowo.
Ugryzła. Oczywiście miałam rację. Nigdy więcej nie wydam na nie ani pół złotówki! – pomyślała i zła na siebie rzuciła resztkę niezjedzonej drożdżówki gołębiom.

***

Klub Pisarski, do którego należałam i w ramach którego powstawały moje teksty, założyła i prowadzi Maria Kula (w Internecie znana jako Perypetie). Co tydzień członkowie grupy dostawali nowe zadanie twórcze, a raz w miesiącu polecana była nam książka do przeczytania. Do tej pory dzieliłam się moimi utworami wyłącznie z grupowiczami. Doszłam jednak do wniosku, że nie chcę ich pokazywać tylko wąskiemu gronu odbiorców. Odważyłam się je tutaj publikować. Wpisy z nowej serii Zapiski z szuflady będą ukazywać się co drugi piątek.

  1. Catherine Agathe says: Odpowiedz

    Cofnęłam się w czasie… Ślicznie to ujęłaś ☺myślę, że każdy ma swój zapach i smak z dzieciństwa, którego już nie odnajdzie, ale warto, a nawet trzeba go sobie przypominać. Też pamiętam smak i zapach bułek z piekarni na Długiej w małym prowincjonalnym miasteczku 😉i nigdy potem żadne nie miały takiego smaku…

    1. Dziękuję Zgadzam się, warto pamiętać, o tym, co dla nas miłe Pozdrawiam!

Dodaj komentarz