12 niecodziennych rzeczy – luty 2017

Podsumowania kolejnych miesięcy już tak weszły mi w nawyk, że nie wyobrażam sobie kiedykolwiek kończyć wyzwania. Pomaga ono przede wszystkim doceniać każdą najmniejszą chwilę i cieszyć się życiem. Mój luty minął pod znakiem kreatywności i podróży. Zapraszam was na kolejny post z serii 12 niecodziennych rzeczy.

***

1. Sobotnie śniadanie na mieście

Nie raz już wspominałam, że razem z Przemciem lubimy czasem zjeść coś dobrego poza domem. Mamy swoje sprawdzone miejsca, ale odkrywanie nowych knajpek też jest dla nas przyjemne. Około dwóch tygodni temu wybraliśmy się do Kawki z kotem na sobotnie śniadanie wegańskie.

Od razu mieliśmy 2 niecodzienne rzeczy – śniadanie poza domem i w dodatku wegańskie. Super sprawa! Od 10 do 15 (zdaje się, na 100% nie pamiętam) wystawiony jest szwedzki stół. Za 20 zł można jeść ile się chce, a przygotowane potrawy są bardzo smaczne Takie atrakcje są w Kawce z kotem co weekend – jeżeli ktoś chce spróbować, to jak najbardziej polecamy.

2. Instagramowe wyzwanie fotograficzne

O akcji wspominałam już tutaj. Jest super, wyzwala we mnie masę pokładów kreatywności i sprawia wielką frajdę Bez niej i tak na pewno regularnie uzupełniałabym mój profilale z nią jest to dużo bardziej ciekawe i inspirujące. Zdecydowanie największa z niecodziennych rzeczy lutego.

3. Ostatkowa podróż do Krakowa

Od kiedy nie mieszkam w Krakowie, staję się coraz częstszym pasażerem PKP. Także w tym miesiącu odwiedzałam stolicę Małopolski. Jak zwykle spędziłam bardzo miło czas. Przede wszystkim pierwszy raz od długiego czasu byłam w kinie. Wraz z przyjaciółkami wybrałyśmy film Jackie. Moim zdaniem jest bardzo dobrze wyreżyserowany i nagrany, ale okropnie dołujący.. Po takiej dawce smutku wybrałyśmy spędzenie wieczoru na krakowskim rynku.

***

Jak zwykle nie mam pojęcia, kiedy ten miesiąc się skończył. Za tydzień już marzec, a wiosna czeka za rogiem. W Warszawie śniegu nie znajdzie się nigdzie – mi w to graj, z niecierpliwością oczekuję pierwszych pączków na drzewach i kolorowych kwiatów. Zimy mi już wystarczy.

A jak wam minął luty? Robiliście coś ciekawego? A może czekacie już na wiosnę?

17 Comment

  1. Podoba mi się ten pomysł na cykl. Faktycznie pozwala zauważać nawet malutkie rzeczy, które sprawiają nam przyjemność Zainspirowałaś mnie, pozdrawiam!

    1. Cieszę się, że jesteś kolejną osobą, której podoba się 12 niecodziennych rzeczy Pozdrawiam!

  2. A ja w lutym zafundowałam sobie detoks mentalny Jako mama dwóch krasnoludków wyprułam na kilka dni z domu, żeby zdezynfekować głowę. Naturalnie babcie i prababcie ostemplowały mnie mianem wyrodnej matki, ale cóż… przyjęłam to na klatę, a po powrocie mam znowu energię i uśmiech dla moich kruszynek. Wszystkim mamom polecam co jakiś czas sprawić sobie taki reset. Teraz żyjemy tylko w oczekiwaniu na te pąki na drzewach. Już coraz bliżej

    1. Świetny pomysł! Nie mam jeszcze dzieci, ale obserwując moje koleżanki-matki jestem przekonana, że taki detoks raz na jakiś czas jest wręcz obowiązkowy! Pozdrawiam i również oczekuję na kwitnącą naturę

  3. Wiosenka już na szczęście powoli do nas wita… Przynajmniej u mnie było dziś całe 14 stopni!! Co do lutego, u mnie w tym tygodniu też pojawi się podsumowanie, więc narazie nic nie piszę Pozdrawiam!

    1. 14 stopni, toż to prawie lato! Cudownie! Ooo, to czekam z niecierpliwością na Twój wpis Pozdrawiam!

  4. Super podsumowane miesiąca – widać, że luty spędziłaś kreatywnie, a pomysł na sobotnie śniadanie na mieście bardzo fajny. Przechodziłam kiedyś obok tej knajpki „Kawka z kotem” i zastawiałam się, czy to fajne miejsce, ale z tego, co piszesz warto odwiedzić ten lokal :). A są tam koty? Czy tylko wystrój wnętrza nawiązuje do kocich klimatów?

    1. Tylko wystrój jest koci, bardzo przyjemny – są tam obrazy z tymi zwierzakami, poduszki, maskotki.. Fani kotów na pewno nie będą zawiedzeni No może tylko „żywych” stworzeń będzie im brakowało Ale jeżeli byłabyś w Krakowie i lubisz koty, to polecam wybrać się do „Kociarni” – w trakcie picia kawy można pogłaskać kicie Pozdrawiam!

  5. Czekam na wiosnę, zdecydowanie! Może w końcu w tym roku się uda i wybiorę do Krakowa, bo jak na razie byłam tam tylko raz…. na lotnisku.

    1. Kraków jest piękny o każdej porze roku, ale od wiosny jest zdecydowanie zdrowszy do odwiedzania Pozdrawiam!

  6. Luty taki mi szybko przeleciał, że jestem w szoku. W ogóle to mam wrażenie, że zrobiłam więcej niż w ubiegłym roku przez cały kwartał

    1. Ten luty to w ogóle pracowity był Ale super, że przeleciał – jest bliżej do wiosny

  7. Super, też robię sobie takie podsumowania miesiąca i wdzięczniczek z drobnymi radościami każdego dnia! pozdrowienia z Krakowa który oddycha już lepiej po tym jak przewiał go halny:D

    1. Świetny nawyk! Wprowadza wiele dobrego do codziennego życia Ooo, przynajmniej przez chwilę będzie czym oddychać Pozdrowienia!

  8. Luty mi się dłużył, ale zaliczyliśmy z mężem kilka romantycznych chwil (przy 2 maluchów na wagę złota), to dla mnie miesiąc nadrabiania zaległości filmowych i książkowych, oraz kilka wydarzeń nie tylko blogerskich

    1. Super, że przy dwójce dzieci znajdujecie czas na spędzanie go tylko we dwoje Ja książkowo ostatnio też idę jak burza

  9. Psychologiczne zagranie z tym podsumowaniem miesiaca. Zastanowisz się nad sobą przynajmniej. Ja min.uczę doroslych angielskiego i gdy zadaję im pytania, ćwicząc czasy, np jak zwykle spedzasz weekend, albo czy kiedykolwiek cos tam robilas lub kiedy ostatni raz cos tam robilas, to widze, jakie ludzie maja w wiekszosci nudne i zapobiegliwe zycie. Praca, dom najczesciej i wakacje raz na rok. Az wstyd spytac, kiedy ostatni raz byles w teatrze, i jak czesto wychodzisz do restauracji i co zamawiasz. Są wyjatki na szczescie, ale z kolei zeby nie wprawiac w zazenowanie tych, co mało mają rozrywek, to czasami juz nie wypytuję za duzo o narty we Wloszech,hinduskie restauracje, czy koncert Metalliki, Stinga czy innej gwiazdy.
    Ja w lutym spedzilam tydzien w Olsztynie, a corka w Portugalli, bo zostalam jej z dzieckiem. Bylam w kinie/raz/, w teatrze raz/ w Olsztynie na Sztukmistrz z Lublina/ i w trzech restauracjach, tez na balu karnawalowym. A tydzien temu bylam w Lublinie na operetce Bal w Savoy`u. Oh, ten Lublin. Co tydzien rozpieszczam się sesją – basen, sauna, masaz. Moje dwie dorosłe córki też sobie nie żałują rozrywek, tak się nauczyły od mamusi. Bo ja zawsze przedkładałam rozrywki nad kolekcje rzeczy materialnych. A wiekszosci ludzie o tzw srednim portfelu myslą inaczej. Wolą mieć niz być. Kazdego wybór. Pozdrowienia od starszej kolezanki.

Dodaj komentarz