Ostatni gasi światło

Dzisiaj w moim życiu skończyła się pewna epoka. Epoka bezstronnej sceny kabaretowej. Na moich oczach zatonął ostatni statek, w który wierzyłam. Ostrzegam, będzie bardzo osobiście, gorzko i smutno.

***

Kabaret jest obecny w moim życiu od kiedy pamiętam. Interesowały mnie skecze przedwojenne, rozrywka lat PRL-u, ale przede wszystkim grupy debiutujące na przełomie XX i XXI wieku – czasów mojego dzieciństwa. Oglądałam wszystkie możliwe przeglądy kabaretowe. Znałam bardzo dużo zespołów, obserwowałam ich rozwój, znałam programy na pamięć. Wtedy też narodziła się moja miłość do Kabaretu Moralnego Niepokoju. Uzasadniona zresztą – Robert Górski był niekończącą się kopalnią pomysłów. Skecze bez zabarwienia politycznego, czy religijnego. Poruszające problemy międzyludzkie, często przyziemne. Humor inteligentny, wybitny wręcz. Do dzisiaj jestem w stanie cytować większość z ich twórczości, a wyrywkowe cytaty przypasowuję do konkretnego występu.

Jednym słowem, od dziecka byłam fanką Kabaretu Moralnego Niepokoju. Dwa razy widziałam występy grupy na żywo. Po ostatnim, rewelacyjnym programie Jerzyk dzisiaj nie pije (zaśmiewaliśmy się z Przemem na widowni jak norki, wyszłam lżejsza o 5 kg), z niecierpliwością czekaliśmy na nowy. Kilka miesięcy temu z radości spadłam z krzesła: Jest! Maj zaczyna się we wtorek! Idziemy?

Dlaczego wybraliśmy się na występ, mimo ostatnich ruchów Roberta Górskiego ku polityce?

Bo sam KMN trzymał się z dala od tematów politycznych.

Bo nie śmiali się z religii.

Bo umieli rozbawić do łez, nie rzucając przekleństwami w co drugim zdaniu.

Bo na ich występach zapominało się o całym świecie.

Bo byli świetni.

Ten występ też miał być świetny. Zdanie (cytuję stąd), Nie ma w nim polityki, jest za to dużo humoru, ostatecznie przechyliło szalę do kupienia biletów. No bo skoro nie będzie nawiązywania do Ucha Prezesa, nie będzie wylewania publicznie pseudo-żalów do rżąco-przytakującej widowni, to trzeba brać!

Musisz wiedzieć o mnie jeszcze jedną ważną rzecz: nie rozmawiam o polityce. Nigdy. Prędzej jestem skłonna porozmawiać z tobą o moim życiu seksualnym niż o polityce. Dlatego też, nie oglądam kabaretów, które poruszają takie tematy. Nie lubię, nie oglądam. Proste.

Wracając do mojej historii. Z niecierpliwością razem z Przemciem czekaliśmy na dzień występu. Z podnieceniem zajmowaliśmy swoje miejsca na sali będąc przekonani, że będzie tak, jak zwykle – świetnie. Niestety, po pierwszych 5 sekundach można było wstać i wyjść. Później było jeszcze gorzej.

Miało być bez polityki, z humorem. Były żenujące docinki względem partii rządzącej, dowcipy z brodą wyciągnięte z Internetu i stand-up (tak, stand-up, niestety nie monolog) Magdaleny Stużyńskiej. Zaśmiałam się w trakcie dwóch skeczów (DWÓCH!!!).

Momentami chciałam wyjść, ale.. Ale tłumaczyłam sobie: siedź, zobaczysz, jeszcze będzie pięknie, jeszcze będzie śmiesznie. To w końcu Robert Górski. Robert Górski!

I co?

I to były jedne z gorzej wydanych pieniędzy.

Jeżeli, jakimś cudem, chciałabym wdawać się w polityczną wymianę zdań, to włączyłabym Facebook’a i przyłączyła się do randomowej gównoburzy.

Może wyda ci się to dziwne – jak można tak przeżywać występ kabaretowy? Że polityka? Przecież jest wszędzie, przecież trzeba być ukierunkowanym tak i tak, kłócić się z innymi, którzy powiedzą coś innego. Śmiej się! Przecież to takie zabawne!

Dupa!

Uważam, że kabaret powinien być odskocznią od życia codziennego. Od tych wrzeszczących na siebie polityków. Po występie powinnam wyjść uhahana i zadowolona. W momencie największego doła powinnam włączać skecze w Internecie i poprawiać sobie humor.

I TAK ZAWSZE BYŁO.

Można przeżywać występ kabaretowy – gdy wychodzę oszukana i zawiedziona wiem, że coś było nie tak.

Jedyne, czego chciałam – zobaczyć występ kabaretu, który był mi bardzo bliski. Wyjść spłakana ze śmiechu.

Owszem, płakałam. Z bólu, rozpaczy i rozczarowania.

To nie jest ten kabaret, który uwielbiałam. To nie jest ten zespół, który trzymał poziom. To nie są te skecze, które tak samo rozbawią lewaka, prawicowca, dewotkę. To już nie jest kabaret, który łączy.

Panie Robercie, złamał mi pan serce.

 

13 Comment

  1. Catherine Agathe says: Odpowiedz

    Całkowicie podzielam Twoje zdanie. Po ostatnich „nowościach” tego kabaretu w internecie nie uwierzyłam , że występ na żywo będzie pozbawiony polityki. Ja „straciłam serce” do KMN właśnie po ich zaangażowaniu politycznym, które jest na tragicznym poziomie! Dziwię się , jak może to rozśmieszać ludzi oczekujących rozrywki! Szkoda tylko, że tak ogromny talent p.Górskiego idzie na marne. Świetny tekst, ale nie martw się, są inni artyści, którym warto poświęcić swój czas i emocje:)

    1. Cieszę się, że nie jestem jedyną osobą, która tak myśli Teraz zostało nam oglądanie archiwalnych skeczy na Youtubie i szukanie nowych, utalentowanych osób, które potrafią rozbawić i poprawić humor Pozdrawiam!

    2. Ja też nie lubię kabaretów, w których porusza się wątki polityczne albo religijne. Są mocno kontrowersyjne, a niektórych mogą urazić. Mnie osobiście się to nie podoba

      1. Zgadzam się z Tobą. Uważam, że sztuka (bo twórców kabaretowych bądź co bądź za artystów należałoby uważać) wcale nie musi być kontrowersyjna, żeby być dobra. Pozdrawiam!

  2. Zgadzam się z Tobą w 100 procentach. Ja również nie lubię rozmawiać o polityce, a jeśli już chcę sobie obejrzeć jakiś skecz kabaretowy, to po to, aby się rozerwać i zrelaksować, a nie babrać się w politycznym błotku.

    1. Cieszę się, że się ze mną zgadzasz –
      skecze powinny ludzi relaksować, a nie jeszcze bardziej podnosić im ciśnienie. Pozdrawiam!

  3. Przykro mi, że się zawiedliście. Miało to być fajne wyjście, „odskocznia”, jak napisałaś a wyszło jak zwykle, szkoda! Ps. ja też nie lubię mówić o polityce. Całe szczęście nie mam nawet z kim!

    1. Cieszę się, że jest tutaj kolejna osoba, która nie lubi dyskusji politycznych U moich rodziców jest zasada – na terenie domowym nie ma żadnych rozmów o polityce, zwłaszcza gdy wspólnie siedzimy przy stole. I jakoś da się porozmawiać na inne tematy Pozdrawiam!

  4. Nie lubię polityki i staram się tematu unikać jak ognia A skecz Jerzyk nie pije – mistrzostwo. Kilka razy oglądane i dalej gęba się cieszy Kabaretów sama z siebie za bardzo nie oglądam, ale mój tata owszem i często nas woła „bo to dobre”

    1. „Jerzyk” to majstersztyk Mam nadzieję, że jakiś twórca kabaretowy, równie uzdolniony jak Robert Górski, gdzieś tam się przebija i będzie nas rozśmieszał na podobnym poziomie Pozdrawiam!

  5. Zgadzam się, że kabaret powinien pozwolić widzom na relaks od życia codziennego. Niestety dużo prościej jest wyśmiewać religię czy politykę, dużo trudniej jest stworzyć coś własnego.

  6. Bardzo ciekawie piszesz. Pozwolę sobie zaglądać.

  7. Mateusz z odlozmilion.pl says: Odpowiedz

    Poszliśmy kiedyś na Krakowską Noc Kabaretową w Tauron Arenie. Jeden z mało znanych kabaretów na samym początku imprezy nas rozbawił . Dotrwaliśmy do połowy i poszliśmy do domu. Im bardziej znany kabaret pojawiał się na scenie, tym mniej zabawni i bardziej przewidywalni byli. Dowcipy polityczne są najprostsze do skonstruowania, stąd ich mnogość. Zgadzam się, popieram

Dodaj komentarz